Bąbelkowy świat
Pierwsze spotkanie

Skoro blog dla mam i o macierzyństwie, to nikogo nie zdziwi, że i  ja napiszę trochę o naszym pierwszym spotkaniu z synkiem.

   Nasza ciąża ogólnie przebiegała łatwo i dość przyjemnie do 5 miesiąca, kiedy to na kontrolnym badaniu okazało się, że szyjka macicy się skraca i obniża. Lekarka prowadząca moją ciążę zdecydowała że nie powinna już wracać do pracy i starać się jak najwięcej odpoczywać, jeśli nie to wyląduje w szpitalu.

   Wystraszyłam się i zastosowałam się do jej poleceń, szpital nas ominął. Jednak jak to w domu i w oczekiwaniu na maleństwo zawsze jest coś do roboty, więc wzięłam się za przygotowywanie wyprawki, rozlądaliśmy się z Rafałem za wózkiem, łóżeczkiem itp. Cięższe prace domowe przejął mąż, a i teściowa zaglądał żeby mi dotrzymać towarzystwa. W ten sposób dobrnęliśmy do początku sierpnia, kiedy to wylądowałam w szpitalu na 5 dni, kontrolne badania, zestaw piguł na podtrzymanie ciąży, zastrzyki na szybszy rozwój płuc maleństwa, bo szyjka znów się nieco skróciła i groził nam wcześniejszy poród. Syn po prostu był strasznie niecierpliwy, zresztą dawał też popisy taneczno, piłkarskie w brzuchu (do tej pory lubi sobie przytupywać lewą nóżką)

   Po szpitalu trochę się uspokoiło, ale po 2 tygodniach spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do szpitala, bo mniej więcej już się zorientowałam co będzie potrzebne, chyba już przeczuwałam, że synek nie da za wygraną i pojawi się wcześniej niż jest oczekiwany.

   1 września obudził mnie silny kopniak synka, tak jakoś zaczął się wiercić, że nie dał mi już zasnąć. Wstałam do toalety, a kiedy wróciłam stwierdziłam że młody ułożył się do wyjścia, bo brzuch wyglądał zupełnie inaczej i czułam ucisk w dole miednicy. Próbowałam się jeszcze położyć i zasnąć, ale już nie mogłam sobie znaleźć wygodnej pozycji. Po pół godziny wiercenia poczułam, że muszę wstać i jak tylko to zrobiłam, odeszły mi wody płodowe, a raczej zaczęły się sączyć. Obudziłam mężą i powiedziałam dziś to już chyba nie pójdziesz do pracy tylko zawieziesz mnie do szpitala.

    Wszystko zaczęło się ok. 4 rano. Zdążyłam się jeszcze umyć, ubrać i przygotowac łóżeczko dla maleństwa. Potem zaczęłam odczuwać lekkie bóle w okolicach krzyża. Przed 6 skurcze miałam mniej więcej co 8 minut, były zupełnie do zniesienia.  Taksówka podjechała pod dom i zabrała nas do szpitala, pamiętam że kierowca jeszcze pytał czy się ma śpieszyć, a ja mu na to spokojnie to jeszcze trochę potrwa. Ha ha ha

Dojechaliśmy do szpitala, powiedziałam co się dzieję i który to tydzień ciąży (był dokładnie przełom 34 na 35), od razu poszłam na Ktg, skurcze się nasiliły, ale były do wytrzymania póki chodziłam i siedziałam, jak tylko się położyłam na kozetce,  podwójnie się nasiliły i częstotliwość była już większa bo ok. 4-5 min.

Przyszła położna zmierzyła rozwarcie i mówi zapraszam panią na salę porodową. Jak to usłyszałam to myślałam, a to pewnie kążą się przygotowąć na sali do porodów rodzinnych, bo chcieliśmy razem być przy narodzinach synka. Była godzina 6.40. Rafał w tym czasie miał przenieść niezbędne rzeczy na salę i uzupełnić dokumenty, ja się przebierałam i siostra zaprowadziła mnie do położnej na salę, dziewczyna która przede mną była przyjęta została poproszona o wyjście z sali a mnie kazali powoli wdrapać się na łóżko. Potem wylądowałyśmy na tej samej sali, ona urodziła dopiero popołudniu.

   Położna sprawdziła jeszcze raz rozwarcie i mówi no to rodzimy. Była godzina 6.50. Nawet nie zdążyłam powiedzieć, że chcieliśmy żeby mąż mógł być przy mnie. Zaczęłamy zgodnie z instrukcjami położnej przeć. W między czasie przyszedł pan doktor, bardzo taktowy i delikatny, oraz przemiła salowa, starsza pani która trzymała mnie za rękę. Położna stwerdziła, że będzie konieczne lekkie nacięcie,  zrobi minimalne żeby tylko dziecko mogło łatwiej się prześliznąć. Kolejny skurcz i położna każe przeć z całych sił, mówi że widać już główkę. Jeszcze 2 solidne skurcze w trakcie których rodzi się nasz maleńki Skarb. Jest 1 wrzesień 2010 godzina 7.15, położna kładzie mi Nataniela na piersiach żebym mogła go przywitać i przytulić, jest taki maleńki ale cichutko popłakuje. Przytulam go i już wiem, ŻE TA MIŁOŚĆ BĘDZIE WYJĄTKOWA.

   Nataniel razem z siostrą z oddzialu noworodkowego wędruje na badania i do inkubatora. Jestem szczęśliwa że jest już z nami. Rafał w tym czasie kończył wypisywać dokumenty na dyżurce i dzwonił do rodziców że jesteśmy już w szpitalu i za chwilę będziemy rodzić. Niczego nie świadomy nawet nie zauważył jak przenosili Natusia na oddział noworodkowy tuż obok.

  Ja tymczasem po zakończeniu wszystkich czynności okołoporodowych i rejestracyjnych, ląduje na obserwacji pomiędzy salami porodową i dyżurką położnej. Rafał zagląda przez drzwi i pyta jak się czuję, ja mu mówie że świetnie i czy widział Natusia, robi zdzwioną minę, jak to to ja już urodziłam.

To był poród ekspresowy, przez następne dni w szpitalu wszyscy wiedzą że to jest ta kobitka co w półgodziny się uwija z porodem. W szpitalu jesteśmy dość długo, bo do 9 września, żółtaczka u Natusia pojawia się późno i utrzymuje się dość długo, na szczęście wszystkie parametry są w normie nawet skala Apgar jak na wcześnia wysoka 9, dziecko zdrowe i silne.

Tagi
Brak.
Aktualna ocena:
Twoja ocena została zapisana.
Komentarze
mama Krystiana
( 20:00:56, 04.06.2011 )
:)
Agnis`
( 20:00:02, 04.06.2011 )
Mój Rafał po decyzji, że chciałby być przy nas w czasie porodu (chciałam tego, bo czułabym się pewniej, ale nie nalegałam na niego i do ostatniej chwili mówiłam, że ostateczna decyzja należy do niego) obawiał się tylko że jak zobaczy mnie cierpiąco to będzie całkiem bezsilny, a gdyby cokolwiek działo się nie tak to mógłby dać w zęby lekarzowi.
Agnis`
( 19:56:32, 04.06.2011 )
Już to widzę po pierwszej fali skurczy wołali by o coś przeciwbólowego albo znieczulenie:)
mama Krystiana
( 19:55:12, 04.06.2011 )
A swoją drogą ciekawe jakby to było jakby faceci rodzili? ;D
Agnis`
( 19:51:51, 04.06.2011 )
Fakt faktem, ale tylko kobieta potrafi tak wiele znieść dla dziecka.
mama Krystaiana
( 19:48:36, 04.06.2011 )
Mój trwał 17h licząc od skurczy co 5 minut, a tak ogólnie od pierwszych regularnych bóli do narodzin minęło 1,5 dnia, dlatego nie będę straszyć i opisywać :P
Agnis`
( 19:42:55, 04.06.2011 )
Mój mąż i ja w sumie nie wiemy co to poród, bo nim się na dobre zaczęło było już po wszystkim. Dla mnie to dobrze i nawet nie mam co porównywać do innych porodów, które czasem trwają kilka albo kilkanaście godzin (nie chce nikogo tym straszyć).
Sarna
( 10:46:32, 04.06.2011 )
oj Aguś, chciałabym chociaż w 10% mieć taki poród jak Twój :)
izabeell
( 20:42:47, 03.06.2011 )
Poród jak z filmu w ekspresowym tempie. Szkoda, że mąż nie uczestniczył, ale jak to w życiu często coś planujemy, a wychodzi zupełnie na odwrót :)
aga
( 20:36:12, 03.06.2011 )
u mnie też nie poszło tak szybko, a i tak nie dałam rady
Minia
( 19:34:46, 03.06.2011 )
No to był ekspress... biedny Mąż..nawet nie zdążył zareagować :) takie historie to mogłabym czytać i czytać :)
mama Krystiana
( 18:45:42, 03.06.2011 )
WoW! Jak szybko! Podziwiam :) U mnie to trwało i trwało... Myślałam że, tam 'zejdę' :D.
Dodaj komentarz
Twój nick:


Twój komentarz:


Podaj sumę dodawania 2+3:


Strona główna Księga gości Agnieszka i MikołajSylwia i AleksanderEmilia i SzymonMama KrystianaAdela i JaśKlaudia i AnulkaPatrycja i PatrykAga i OliwkaIzabeelle i maleństwo Nataniel Licznik odwiedzin: 331893